BudownictwoB2B: OknaidrzwiB2B DachyB2B InstalacjeB2B WykańczanieB2B PrzegrodyB2B
 
 
Szukaj według województwa

Wybierz województwo:

 
 
Aktualności

Euro 2012 - bilans wciąż otwarty

Kraków nie będzie miejscem rozgrywania meczów finałowych Euro 2012. Decyzja UEFA potwierdziła racjonalne przewidywania lecz ogromnie rozczarowała entuzjastów futbolu.

W artykule "Życie po Euro" (Dziennik Polski, 18.05.br.) Jerzy Jedliński nie tylko wskazuje winnych "porażki Krakowa", lecz również rysuje kierunki działań, które mogą sprawić, że w przyszłości Kraków nie zostanie już pominięty przy organizacji wielkich widowisk sportowych w Polsce.

Należy zgodzić się z autorem, że winni nie są Michel Platini i UEFA, gdyż UEFA respektuje wskazania krajów organizujących, a te kilka lat temu określiły, które miasta będą organizatorami, a które pozostaną w czasowej rezerwie, a później dowiedzą się, czy będą, czy nie będą organizować mistrzostwa. Otóż, 13 maja tego roku Kraków dowiedział się, że organizować mistrzostw nie będzie. Z takiej decyzji nie wynika jednak, że władze miejskie i regionalne powinny uznać sprawę za zamkniętą. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie wymaga poczynienia kilku prostych ustaleń. Korzyści z organizowania wielkiej imprezy sportowej sprowadzić można do trzech kategorii. Pierwsza, to korzyści wizerunkowe: wzrost rozpoznawalności nazwy miasta i pozytywne skojarzenia z nią związane. Druga, to korzyści dla prywatnych firm obsługujących przyjezdnych widzów mierzone ilością dodatkowych przychodów, które dzięki temu uzyskają. Trzecia, to dodatkowe środki, które rząd z budżetu państwa zechce przeznaczyć, aby miasto-organizator spełniło kryteria stawiane przez federację piłkarską.

Co rzeczywiście Kraków stracił bezpowrotnie, a co jest stratą do uniknięcia lub nawet stratą pozorną?

Międzynarodowe rankingi atrakcyjności turystycznej pokazują, że Kraków sytuuje się wysoko, a wiedza o jego relatywnie różnorodnych i bogatych atrakcjach jest szeroko rozpowszechniona. Chociaż w promocji miasta nie należy ustawać, to wątpić należy, aby Euro 2012 dodało cokolwiek do renomy zbudowanej dzięki historycznym zabytkom, obecności spuścizny Jana Pawła II, kultowi św. Faustyny, muzyce Krzysztofa Pendereckiego czy poezji Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej. Zgoda, że przywoływany przez Jerzego Jedlickiego Liverpool jest powszechnie znany dzięki "czwórce z Liverpoolu" oraz - w innych kręgach - dzięki futbolowej drużynie. Czy jednak fakt ten w jakikolwiek sposób zmniejszył koszty bardzo powolnego przekształcania miasta przemysłowego, jakim kiedyś był Liverpool, w miasto kultury i usług? Proces ten był bardzo długi, gdyż od rozwiązania zespołu The Beatles do zostania przez Liverpool europejską stolicą kultury w 2008 roku upłynęło prawie czterdzieści lat. Przykład Liverpoolu byłby właściwy, gdyby mistrzostwa miała organizować Nowa Huta.

Nie sądzę, aby szczególne straty poniósł sektor hotelarski czy restauracyjny. Pamiętać należy, że większość kibiców to kibice miejscowi, a liczba przyjezdnych nie przekracza 1/3 liczby miejsc. Oznacza to, że na mecze do Krakowa mogłoby przyjechać nie więcej niż 15 tysięcy widzów dziennie. Kibice piłkarscy w większości nie są miłośnikami opery i wykwintnego jadła. Co więcej, ich obecność w mieście odstraszyłaby bardziej zasobnych miłośników zabytków. W Klagenfurcie piłkarscy fani mieszkali w namiotach, a w Wiedniu pili piwo w warunkach polowych przed wielkimi ekranami telewizorów. To nie dla nich UEFA wymaga zbudowania hoteli pięciogwiazdkowych, lecz dla swoich oficjeli (członków "rodziny UEFA"). Żaden rozsądny prywatny inwestor nie zbuduje luksusowych hoteli dla dwutygodniowej imprezy. Kraków ma ich wystarczająco dużo bez Euro, we Lwowie one jeszcze długo nie powstaną, a "rodzina UEFA" będzie się musiała zadowolić czymś skromniejszym. Stabilnie rosnącą liczba turystów oraz względnie słaby złoty przyniosą krakowskiemu biznesowi więcej korzyści niż organizacja Euro 2012.

Rzeczywiście bolesną dla Krakowa stratą może okazać się utrata dofinansowania rządowego, które miasto uzyskałoby, gdyby zostało organizatorem mistrzostw. Napisałem "może", gdyż uważam, że wszyscy lokalni politycy powinni jednomyślnie zabiegać o to, aby te środki trafiły do Krakowa pomimo że nie będą tu organizowane mecze finałów Euro 2012. Jeśli władze Krakowa przez dwa lata miały się przygotowywać do organizacji mistrzostw modyfikując priorytety inwestycyjne (więcej środków na stadion, mniej na inne cele), to nie po to, aby teraz usłyszeć: "Fajnie, że się staraliście. Miłe z was chłopaki". Jeśli Kraków odpadł z rywalizacji, gdyż rozsądnie planował pojemność stadionu (nie więcej niż 40 tysięcy widzów), a Gdańsk i Wrocław zachwyciły rozmachem wielkich obiektów na koszt wszystkich podatników, to nie należy nagradzać rozrzutności. Ile razy w roku całkowicie zapełnią się te obiekty i jaka jest ich ekonomiczna opłacalność? Jeśli rząd rozumie znaczenie konsekwentnego budowania infrastruktury dla gospodarczego i politycznego zbliżania narodów, to nie porzuci planów budowy autostrady w kierunku Lwowa, gdyż wtedy cała polityka wschodnia stanie się pustosłowiem.

Najważniejszą, wcale jeszcze nie przegraną korzyścią z organizacji Euro 2012 było podjęcie kilku projektów rozbudowy i poprawy infrastruktury drogowej w Krakowie i Małopolsce. Projekty te (takie jak rozbudowa lotniska, poprawa połączeń drogowych i kolejowych, w tym linii kolejowej Kraków - Katowice) nie powinny być zaniechane. Jeśli rząd obiecywał wsparcie, to wsparcie to musi być wyegzekwowane, gdyż projekty te są ważne dla jakości życia nas wszystkich niezależnie od tego, co sądzą o nich panowie: Blatter, Platini i Lato.

Jeśli wsparcie rządowe zostanie uzyskane i użyte, jak słusznie postuluje Jerzy Jedliński, na zbudowanie przyzwoitej, skrojonej na realne potrzeby mieszkańców, infrastruktury (w tym upragnionej sali sportowej na 6, a może 8 tysięcy widzów), to najważniejsze korzyści z Euro 2012 możemy uzyskać zostawiając Poznaniowi, Wrocławiowi i Gdańskowi wrzawę futbolowych fanów.

Aleksander Surdej
Autor jest profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, kierownikiem Katedry Studiów Europejskich.

Źródło: www.dziennik.krakow.pl

logo footer