BudownictwoB2B: OknaidrzwiB2B DachyB2B InstalacjeB2B WykańczanieB2B PrzegrodyB2B
 
 
Szukaj według województwa

Wybierz województwo:

 
 
Aktualności

Czy Ukraina straci Euro 2012 przez polityków?

Wojna o prezydenturę pomiędzy Wiktorem Juszczenką a Julią Tymoszenko może zaszkodzić organizacji Euro 2012. Sytuacja polityczna na Ukrainie powoduje, że coraz trudniej uwierzyć w to, że nasi wschodni sąsiedzi poradzą sobie z organizacją turnieju. Impreza stała się kartą przetargową w grach politycznych u naszych sąsiadów.

Największym przegranym sporu politycznego mogą być miasta gospodarze Euro 20102. Jeśli Ukraina nie skupi się na inwestycjach takich jak rozbudowa lotnisk czy dróg, to Lwów, Donieck czy Charków wypadną z organizacji imprezy, co zapowiedziała w maju UEFA.

Tymczasem na Ukrainie rozpoczęła się kampania przed styczniowymi wyborami prezydenckimi. Kampania brutalna. Euro 2012 może utopić się w rozgrywkach politycznych. Głównym wrogiem Euro 2012 na Ukrainie jest polityka, potwierdza Andrij Kapustin, dziennikarz, który monitoruje organizację turnieju. Na stanowiskach kierowniczych w państwowych spółkach organizujących turniej są ludzie związani z prezydentem bądź premierem. Euro 2012 stało się więc  dla polityków polem bitwy.

Piłka jest po stronie premier Julii Tymoszenko. Ona ma wpływ na parlament i budżet. Zdarza się, że jeśli funduszy potrzebuje ktoś związany z prezydentem Wiktorem Juszczenką, to tam pieniędzy brakuje.

Prezydent tam, gdzie może, wytyka pani premier błędy w zarządzaniu finansami państwa. W ubiegłym tygodniu robił to w stolicy Ukrainy. Mer Kijowa Leonid Czerwonecki oświadczył, że pieniądze przeznaczone na poprawę infrastruktury miasta nie wystarczą na przeprowadzenie ważnych inwestycji. Juszczenko poparł mera.

Sytuacja, gdy Kijów narzeka na budżet, jest oczywiście grą polityczną, mówi dziennikarz lwowski - Anton Borkowski. Czerwonecki jest zwolennikiem Juszczenki, więc starał się oczernić Tymoszenko. Oczywiście, że środki na inwestycje się znajdą. Jednak trzeba było pokazać, że pewne ważne sprawy organizacyjne są przez panią premier niedopilnowane.

Premier działa podobnie. Wystarczy za przykład sytuacja z lotniskiem we Lwowie - strategicznym punktem Euro 2012. Dokonała tam roszad, które pomogą jej w zdobyciu funduszy na kampanię prezydencką oraz wyeliminowały z państwowych spółek zwolenników Juszczenki.

Lotnisko w Lwowie jest w okropnym stanie przez zaniedbania starego układu, mówi Borkowski.  Prezes lotniska został zwolniony, jednak po wizycie Tymoszenko został przywrócony na stanowisko. Premier zapewne liczy, że z wdzięczności namówi spółkę, która wygra przetarg wart miliard hrywien (ok. 500 mln zł), by sfinansowała jej kampanię. Przez te wszystkie roszady są jednak opóźnienia i wątpię, by lotnisko było gotowe na czas, opowiada.

Prezydent i premier mają pracować na wspólny rezultat, mówi Oleksander Gliwinski z agencji informacyjnej przy spółce Ukraina 2012. Nie powinni sobie skakać do gardeł. Euro 2012 to sprawa całego kraju, a nie jednego polityka.

Fakty mówią co innego

Jewhen Czerwonenko był przewodniczącym Ukraińskiej Narodowej Agencji ds. Euro 2012 i zwolennikiem Juszczenki. Pani premier oskarżyła tę instytucję o nieefektywną pracę i ją rozwiązała. Wcześniej zwlekała jednak z przekazaniem jej pieniędzy. Obowiązki Czerwonenki przejął rząd.

W Doniecku czy Charkowie nie dopuszczają myśli, że nie zorganizują Euro 2012. Jeśli pojawiają się problemy, to miejscowi oligarchowie mają je rozwiązać. Przecież zbudowali już stadiony. W Doniecku żaden inwestor nie chciał zbudować hoteli, bo miasto nie posiada walorów turystycznych. Rinat Achmetow, regionalny miliarder, postanowił sam sfinansować budowę brakującej bazy noclegowej. Jednak potrzeba większej liczby inwestorów, a tych można policzyć na palcach jednej ręki.

Hotele to nie wszystko, opowiada Borkowski. Pozostają drogi, a te są w fatalnym stanie. Za ich budowę odpowiada UkrAvtoDor. Ostatnio zmieniono tam prezesa. W tym wypadku nie z powodów politycznych, ale jego niekompetencji. Na Ukrainie drogi są w fatalnym stanie. Wszystko trzeba budować od nowa.

Obecnie powstaje trasa z Kijowa do Lwowa, jednak nie wiadomo, czy zdąży na Euro 2012. W najgorszej sytuacji jest Lwów. Tu nie ma miliarderów. To miasto jest skazane na łaskę Kijowa. Jeśli będą perturbacje na linii premier-prezydent, to Lwów ucierpi najbardziej.

Oligarchowie nie kwapią się do budowy dróg, mówi Gliwinski. Oni nie są w stanie wszystkiego zbudować. Władze muszą wreszcie zdać sobie z tego sprawę.

źródło: Kurier Lubelski
zdjęcia: www.gazeta.pl, www.kresy.pl

logo footer