BudownictwoB2B: OknaidrzwiB2B DachyB2B InstalacjeB2B WykańczanieB2B PrzegrodyB2B
 
 
Szukaj według województwa

Wybierz województwo:

 
 
Aktualności

Areny sportowe na debecie

Niemal każde większe polskie miasto ma ambicję posiadania reprezentacyjnego stadionu lub hali widowiskowo-sportowej. Mimo bolesnych doświadczeń, prestiż bierze górę nad chłodną rachubą.

Pierwsze poważne pytania o przyszłą rentowność powstających obiektów sportowych zaczęły padać wraz z wbiciem pierwszych łopat na budowach stadionów na Euro 2012. Ale dopiero po zakończeniu mistrzostw oraz wybrzmieniu związanych z nimi emocji powróciły obawy o opłacalność stadionowych inwestycji. Wcześniej głównym zmartwieniem inwestorów i opinii publicznej było przede wszystko to, by zdążyć z zakończeniem robót przed pierwszym gwizdkiem.

Finalnie nakłady na piłkarskie areny Euro 2012 wyniosły ponad 4,3 mld zł. Trudno przypuszczać, żeby koszty te kiedykolwiek się zwróciły. Podstawową kwestią pozostaje to, by stadiony czy hale widowiskowo-sportowe nie przynosiły strat w bieżącej działalności, a zarabiały na swoje utrzymanie. W przeciwnym wypadku mogą stać się dla właścicieli (głównie samorządów) studnią bez dna.

Główna arena Euro 2012 w Polsce - Stadion Narodowy w Warszawie - według zapowiedzi zarządców ma zacząć na siebie zarabiać w 2015 r. Prognoza na rok 2013 przewiduje stratę na poziomie 21 mln zł, choć wcześniej zakładano, że reprezentacyjny obiekt przyniesie już zarobek. Ale nie znaleźli się chętni na wynajem ekskluzywnych lóż i powierzchni komercyjnych.

Nie sprzedano także praw do nazwy obiektu, co ponoć nastąpi, gdy zyska on większą renomę... Aby ten cel osiągnąć, kosztowna inwestycja ma służyć nie tylko piłkarskiej reprezentacji czy organizacji koncertów, lecz stać się także miejscem targów, wystaw czy konferencji. Stadion i jego okolice powinny być również bardziej gościnne dla warszawian i turystów, dając możliwość spędzenia wolnego czasu czy zwiedzania. Ta stołeczna sportowa arena chciałaby też pozyskać kilku sponsorów strategicznych i oficjalnych dostawców.

Z pewnością Stadionowi Narodowemu byłoby łatwiej na siebie zarabiać, gdyby mecze rozgrywały na nim stołeczne drużyny piłkarskie - Legia i Polonia.

Tyleż że ich własne obiekty są bardziej dopasowane do warszawskiego popytu na ligową piłkę. Biorąc pod uwagę frekwencję z rundy jesiennej sezonu 2012/2013, liczący ponad 50 tys. miejsc na widowni Stadion Narodowy nie zapełniłby się na meczach Legii nawet w 30 proc., a Polonii - w 10 proc.! Inna z imponujących aren Euro 2012 - Stadion Miejski we Wrocławiu - powinien zacząć zarabiać w 2017 r. W zeszłym roku magistrat dopłacił do jego działalności przeszło 20 mln zł. Inaczej zarządzająca nim komunalna spółka nie regulowałaby swoich zobowiązań.

Jak zaradzić trudnej sytuacji? Według planów, posłuży temu optymalizacja kosztów oraz przyrost przychodów z wynajmu powierzchni biurowych, sal konferencyjnych czy lóż dla VIP-ów. Do tego dochodzi użyczanie stadionu na duże imprezy. Wrocławski magistrat również poszukuje tytularnego sponsora obiektu, służącego przede wszystkim futbolistom miejscowego Śląska. Jesienią 2012 r. fani klubu podczas meczów zapełniali trybuny nieco ponad 40-tysięcznego stadionu średnio w ok. 30 proc.

Pięcioletni kontrakt ze sponsorem udało się podpisać, jeszcze przed otwarciem stadionu, w Gdańsku. Za nazwę PGE Arena energetyczna grupa wyłoży w sumie 35 mln zł. Dla porównania: Pepsi Arena - dziś miano stadionu Legii Warszawa - będzie kosztować producenta napojów 18 mln zł (kontrakt na trzy lata). Mimo wsparcia sponsora, do gdańskiego obiektu miasto musiało dopłacić w 2012 r. ok. 5 mln zł. Kiedy dochody przewyższą straty? Według zamierzeń, zajmie to najbliższe 2-3 lata.

Pełny artykuł znajduje się na stronie www.wnp.pl

źródło i zdjęcie: www.wnp.pl

logo footer