BudownictwoB2B: OknaidrzwiB2B DachyB2B InstalacjeB2B WykańczanieB2B PrzegrodyB2B
 
 
Szukaj według województwa

Wybierz województwo:

 
 
Aktualności

Czy Polska zarobi na Euro 2012?

Dzięki ogromnej popularności piłka nożna jest źródłem korzyści finansowych. Kluby piłkarskie stały się wielkimi przedsiębiorstwami. Sport niewątpliwie stwarza szansę, choć nie daje gwarancji, że na pewno będzie inwestycją, która się zwróci.

Rządzący bujają w obłokach, kiedy informują nas o stanie przygotowań i zaawansowaniu robót niezbędnych by zorganizować Piłkarskie Mistrzostwa Euro 2012, które mają rozsławić nasz kraj. Oby nie okazało się, że z organizacją mistrzostw będzie jak z przyjęciem wspólnej waluty, co również początkowo planowano na 2012 r., a które już dziś przesunęło się w bliżej nieokreśloną przyszłość.

Lobby piłkarskie oraz towarzyskie elity w Polsce szybko i bez konkretnego biznesplanu podłączyły się pod skuteczne zabiegi prezesa ukraińskiej federacji Surkisa, który z wielką determinacją wystarał się, by piłkarskie mistrzostwa Euro 2012 odbyły się na Ukrainie i w Polsce.

Jednak organizacja tak wielkiego przedsięwzięcia finansowego, logistycznego i biznesowego to głównie sprawa rządów, resortów, banków, instytucji i urzędów ogólnokrajowych oraz wielu przedsiębiorstw.

Nasz optymizm wynikał z tego, że większość z nas liczyła, że przy okazji powstaną nowe drogi, autostrady, stadiony, hotele, szybkie połączenia kolejowe. Euro 2012 to gigantyczne koszty, inwestycje i ogromny wysiłek organizacyjny, który wymaga zaangażowania sił i środków. To mimo wszystko wątpliwe zyski dla budżetu. To raczej promocja Polski na świecie.

Balansowanie na linie

Weszliśmy w fazę recesji w Europie, a kryzys według przewidywań rozwinie się dopiero w drugiej połowie 2009 r. i będzie trwał z pewnością przez cały rok 2010, kiedy to najmocniej dotknie również Polskę, a już dziś dotyka naszego wschodniego sąsiada. Spada eksport, import, konsumpcja i inwestycje. Ukraina stoi na krawędzi bankructwa. Jest uzależniona od wielomiliardowych pożyczek z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Spada też znacząco PKB Ukrainy, w pierwszym kwartale nawet o 21 proc. Doszło do tego, że Urząd Statystyczny Ukrainy przestał publikować niektóre dane makroekonomiczne. Polskę też czekają poważne turbulencje gospodarcze w drugiej połowie roku, kiedy przyjdzie nam nowelizować budżet.

Za ile…

Nikt nie policzył w Polsce dokładnie, ile nas to całe przedsięwzięcie będzie kosztowało. Ile zarobimy, a na ile będą musiały się zadłużyć polskie miasta i samorządy i to w czasach, gdy tak ciężko o kredyt. Kto udzieli tych gigantycznych kredytów? Czy znajdą się chętni na kupno obligacji miejskich, gdy sytuacja finansowa kraju nadal będzie się pogarszać?

Budżety samorządowe będą w kolejnych latach mniejsze, bo duża ich część to wpływy z podatków z PIT i CIT, a te wyraźnie maleją. Istnieje już raport NIK, potwierdzający te obawy, który mówi, że nie opracowano szczegółowego harmonogramu i bilansu kosztów oraz źródeł ich pokrycia. Za największe niedociągnięcia uznano brak rządowego programu Euro 2012 oraz brak dokładnego kosztorysu. A szykuje nam się jeszcze „dziura budżetowa Rostowskiego” rzędu 50 mld zł.

Miasta się zadłużą

Na razie Wrocław, Gdańsk, Poznań, Warszawa rozważają emisję euroobligacji, których wstępny koszt szacuje się na poziomie ok. 2 mld euro. Pieniądze miały być przeznaczone na inwestycje związane z piłkarskimi mistrzostwami. Jednak potrzeby tych miast są ogromne i są wyraźnie niedoszacowane. Koszty całościowe samorządów tylko tych czterech miast mogą wynieść od kilkunastu do 20 mld zł.

Poznań potrzebuje od 2,7 mld zł do 3,5 mld zł, Warszawa od 7 do 9 mld zł, Gdańsk 3-5,5 mld zł, a Wrocław 4-7 mld zł. Te pieniądze trzeba będzie pożyczyć, a niektóre miasta jak np. Wrocław są już na granicy maksymalnego pułapu zadłużenia.

Dużo więc zależy od ratingu polskich miast i samorządów, a także od ratingu całego kraju. Miasta-gospodarze będą się również starać o kredyty w bankach komercyjnych działających w Polsce, które same mają olbrzymie problemy.

Gigantyczne długi

Akcja kredytowa dla przedsiębiorstw praktycznie zamarła, a to przedsiębiorstwa będą budować stadiony, drogi, lotniska na Euro 2012. Warszawa już wyemitowała euroobligacje na razie na łączną kwotę 200 mln euro, ale zamierza zwiększyć ich pulę do 1 mld 300 mln euro. Wart dodać, że emisja euroobligacji to tylko inna forma zadłużania się.

Aż 44 miasta w Polsce przygotowują się do mistrzostw jako tzw. centra pobytowe. Zamierzają zainwestować w infrastrukturę, boiska treningowe, hotele, spa, gabinety odnowy biologicznej, sportowe hale. Wybranych zostanie z tej listy zaledwie 16 takich centrów. Będzie to je kosztować minimum 3-4 mld zł. Gminy występują o dofinansowanie z programów unijnych, ale muszą mieć również środki własne.

Nie uczymy się od lepszych

Niewiele skorzystaliśmy z doświadczeń innych państw w zakresie prognozowania kosztów inwestycji przy organizacji Euro 2012 i zwrotu wydatków poniesionych na tego typu przedsięwzięcia. Nikt nie postawił publicznego pytania czy w ogóle było warto, czy też innego, ile zarobimy na organizacji Euro 2012. Niektóre szacunki mówią, że wstępne wydatki związane z organizacją mistrzostw w budownictwie, w infrastrukturze drogowej, sportowej, hotelowej, telekomunikacyjnej mogą opiewać nawet na kwotę 95 mld zł, z czego połowa to projekty drogowe.

W wersji minimalistycznej będzie to nas kosztować przynajmniej 25 mld zł. A mamy wybudować i zmodernizować 540 km linii kolejowych, blisko 450 km autostrad i dróg ekspresowych, a docelowo aż 3 tys. km. Pozostało 2,5 roku by wybudować autostradę z Wrocławia do Poznania, czy z Wrocławia do Warszawy. Znacznej części autostrad i dróg nie ma nawet na papierze.

Wirtualne inwestycje

Część inwestycji w ogóle nie doczeka się realizacji. Niektóre z miast dokonują znacznych cięć w swych projektach inwestycyjnych. Wrocław tnie inwestycje komunikacyjne, Gdańsk budowę trasy Sucharskiego. Pod znakiem zapytania stoi rozbudowa lotnisk w podkrakowskich Balicach czy Pyrzowic pod Katowicami. Dźwigów na stadionach na razie nie widać, pracy na 3 zmiany tym bardziej.

Jeśli jesienią nie rozpoczną się zmasowane i bardzo sprawne inwestycje i prace nad poszczególnymi odcinkami autostrad to ich wykonanie przed Euro 2012 jest całkowicie nierealne. A pieniądze trzeba wydawać już dziś – na wykup gruntów pod autostrady i drogi ekspresowe.

Nieopłacalni kibice

Tymczasem w najbardziej optymistycznym założeniu kibice wydadzą u nas ok. 150 mln euro, nie licząc strat i ewentualnych dewastacji, które się pewnie zdarzą. Jeśli na mistrzostwa nie zakwalifikują się Niemcy, Włochy czy Francja to dochody te mogą nagle drastycznie spaść. Kibice, którzy kupią bilety i piwo, nie rozwiążą naszych problemów finansowych.

Wraz z ogólnoświatową recesją zmalała skłonność do wydawania pieniędzy, dlatego Euro 2012 wcale nie musi gwarantować godziwych zysków. Tym bardziej, że w tym czasie spadnie liczba zwykłych turystów. Tak było w Grecji i Hiszpanii.

Należy więc wszystko bardzo dobrze i dokładnie policzyć, by do Euro 2012 nie dopłacić.

źródło: Gazeta Finansowa
zdjęcia: www.interia.pl, www.rp.pl, www.mmsilesia.pl

logo footer